Najlepsza cukiernia

Moja ulubiona cukiernia którą uważam za najlepszą znajduje się w Warszawie, nazwy nie zdradzę ale na pewno każdy kto tam był będzie wiedział o jakiej cukierni mówię i zgodzi się ze mną, że jest to najlepsza cukiernia w Warszawie o ile nie w kraju. Cukiernia ta wykonana jest w stylu niezwykle nastrojowym, gdzie przeważającym kolorem jest czerwień. Zakład w początkach istnienia zasłynął głównie dzięki wypiekom pączków i rurek z kremem.
Moja najlepsza cukiernia jaką znalazłem w Warszawie, oferuje swoim klientom przepyszne smakołyki wykonywane zgodnie z przedwojenną recepturą, a na dodatek wszystkie wypieki są naturalne, bez żadnych ulepszaczy i konserwantów, dlatego jedząc ich wypieki czuję się jak u mamy na wsi. Moja mama uwielbiała piec ciasta i bułki słodkie szczególnie te jagodowe, wspomnienia z tamtych czasów są dla mnie czymś bezcennym, a wypieki które kupuje w Warszawie może nie są tak doskonałe jak te które robiła moja mama, lecz są bardzo zbliżone i zawsze przypominają mi czasy dzieciństwa. Dla mnie najlepsza cukiernia, to taka, która robi znakomite wypieki, i ma w miarę przyzwoity wystrój, a nie taka która ma znakomity wystrój a wypieki na poziomie przeciętnym, które często wydają się być niejadalne, bać tak sztuczne jak reklama w telewizji. Obecnie do specjalności mojej cukierni, a także moich największych przysmaków zaliczają się babeczki i sernik, teraz na pewno każdy warszawiak domyśla się o jakiej cukierni mówię. Jeśli już wiecie o jakiej cukierni mówię, to szczególnie polecam babeczki z owocami i racuchy domowe. A wy jak uważacie, jaka jest najlepsza cukiernia w Warszawie ?

Luty 7th, 2011 Dodany przez admin | Brak komentarzy »

Cukiernia

Każdy z nas ma jakąś jedyną i ulubioną cukiernię do której lubi wpadać na wyjątkowe bułeczki słodkie, babeczki bądź inne specjały kojarzące nam się z czymś smacznym i przyjemnym. Współczesna cukiernia to miejsce w którym kupimy bułki, ciasteczka, czy babeczki. Większość cukierni oferuje swoim klientom szeroki wybór, proponując nie tylko rozmaite słodkości, ale także różnego rodzaju kawy i herbaty, na które często wpadają stali klienci, uwielbiający spędzać swój wolny czas na kawie z gazetą w ręku. W wakacje, gdy doskwiera nam upał praktycznie każda cukiernia otwiera stoisko z pysznymi lodami z automatu i lodami na gałki, które wszyscy uwielbiają od dawnych czasów aż do dziś, z tą tylko różnicą, że teraz mamy większy wybór smaków i dodatków do lodów.

Jednak czy mimo tego, ze mamy tak duży wybór, a nasza cukiernia przypomina restauracje, to czy wszyscy to doceniają i są zadowoleni z wypieków naszych cukierni?

Zarówno dawniej jak i dziś cukiernie kuszą klientów zapachami i smakami z tą tylko różnicą że dawniej największe przysmaki konsumowało się przy okazji pewnych świąt bądź uroczystości. Pączki sprzedawane były tylko w karnawale, pierniki i strucle na Boże Narodzenie, a babki, sękacze mazurki pieczone były na Wielkanoc. Prawdopodobnie dawniej ludzie bardziej doceniali wypieki jakie proponowała im cukiernia, czego powodem zapewne  był ograniczony dostęp do tych przysmaków na rynku. Jednak mimo wszystko istnieje duża grupa ludzi, która zachwala sobie tamte czasy mówiąc że może nie było tylu przysmaków co dziś, ale były one bardziej naturalne i zawierały mniej spulchniaczy i chemii. Ile jest w tym prawdy zapewne się nie dowiemy, jednak jakaś prawda w tym musi być. Wystarczy zrobić własną bułkę z jagodami i porównać ją z bułką słodką z cukierni. Myślę, że nie muszę opisywać różnicy jaką każdy zauważy lecz zapewniam, że smakowo na pewno te bułki będą się różnić między sobą.  Przypuszczam, że dawniej wypieki, które cukiernia sprzedawała swoim klientom smakowały tak samo lub bardzo podobnie do tych które przygotowują nasze mamy bądź babcie domowymi sposobami. Dziś w czasach masowej konsumpcji musimy się liczyć z tym, że wraz z rosnącą ilością przysmaków nie musi w parze iść jakość.

Grudzień 27th, 2010 Dodany przez admin | Brak komentarzy »

Cukiernia w Katowicach

Czy słyszeliście kiedykolwiek coś o cukiernia Katowice? Mi od razu przychodzą na myśl wakacje, a raczej wspomnienia o nich. A więc po krótce… Kiedyś na wakacjach, będąc u babci na wsi, spotkałam, a raczej poznałam pewna dziewczynę z Katowic. Miała na imię Karolina i bardzo się zaprzyjaźniłyśmy przez okres wakacji. Praktycznie całe wakacje spędziłyśmy na zabawie, kąpielach w rzece i przechadzkach po lesie. Od tamtej pory spotykałyśmy się co wakacje, czyli od piątego roku życia, aż do chyba trzynastu lat. Ale pewnego lata się nie spotkałyśmy, bo każda z nas wyjechała na jakieś obozy zagraniczne. Pisałyśmy oczywiście do siebie, ale po pewnym czasie ten kontakt się zaczynał urywać. Zaczynałyśmy dorastać, mieć nowe problemy, takie bardziej dorosłe. Każda z nas poszła do nowej szkoły, liceum. Zaczęły się nowe znajomości. Oczywiście także było więcej nauki. Każda z nas chciała być najlepsza, więc uczenie zajmowało nam większość czasu. Obecnie jesteśmy na etapie wysyłania sobie życzeń świątecznych, urodzinowych. Pozostały chociaż cudowne wspomnienia. Wracając jednak do myśli przewodniej, najbardziej z tych wspólnie spędzonych wakacji, zapamiętałam opowieści Karoliny o jej ulubionej cukierni. Kiedy tylko opowiadałyśmy sobie o swoich miastach, ja o Wrocławiu, ona o Katowicach, Karolina non stop mówiła: cukiernia Katowice to, cukiernia Katowice tamto. Wtedy byłam przekonana, że ta cukiernia w Katowicach nazywa się tak właśnie, czyli Cukiernia Katowice. Kiedy ostatnio byłam w sprawach służbowych w Katowicach, przypomniałam sobie o tej słynnej cukierence i zaczęłam jej szukać . Pytałam ludzi, czy może wiedzą, gdzie znajduje się Cukiernia Katowice, ale nikt nie wiedział niestety. Doszłam więc do wniosku, że ta Cukiernia Katowice z opowiadań mojej przyjaciółki, to po prostu jakaś cukiernia w Katowicach, a nie o nazwie Katowice.

Kwiecień 21st, 2010 Dodany przez kasia | Brak komentarzy »

Słodka podróż

A może tak mała podróż? Dość miałam siedzenia w domu. Było nudno, co ja mówię… okropnie nudno przez duże N. No bo cóż można było robić na wsi, która wydawała mi się jakaś wyludniona dziwnie. Więc przypadkiem palcem trafiłam na mapie na miasto- Katowice. Oczywiście na początku musiałam się zastanowić nad transportem, a bardziej nad jego brakiem. Katowice były bowiem oddalone ode mnie około trzysta kilometrów, tak mniej więcej. Pomyślałam o pożyczeniu samochodziku od rodziców, ale samochód i Katowice wydały mi się mało pasujące do siebie. Ze względu na moje lenistwo wybrałam najdogodniejszy, ale nie najwygodniejszy dla mnie środek transportu publicznego, czyli pociąg polskich linii relacji: Kielce- Katowice. Nie był to żaden ekspres, tylko zwykły pociąg osobowy. Możecie sobie więc wyobrazić jak długo, okropnie długo wlokłam się do Katowic. W uszach tętniło mi tylko ciągłe „ czuczu – czuczu”. Działało to na mnie wręcz jak kołysanka, ale że w pociągach z reguły nie śpię, musiałam walczyć z wielką chęcią zaśnięcia. Książka, nawet ciekawa, nie pomagała. Więc ostatnią deską ratunku przed odpłynięciem w krainę snów, okazał się słodki, pyszny, czekoladowy pączek, który postawił mnie ekspresowo na nogi. Podziękowałam wtedy w duchu swojemu łakomstwu, które namówiło mnie do kupna tego czekolado-cudu w cukierni na dworcu. W ten sposób, bez zamknięcia oczu dotarłam jakoś do celu podróży, czyli do Katowic. Wysiadłam z pociągu i zaczęłam chodzić po dworcu, bo szczerze powiedziawszy nie wiedziałam co tak naprawdę mam robić w tych Katowicach, ani nawet dokąd pójść. Katowice, choć tak różne od mojej wioseczki, niby pełne ludzi i zgiełku, wydały mi się nudne i także jakieś dziwne. Ludzie śpieszący się non stop, a ja w tym wszystkim, taka jakaś spokojna, jakby wyłączona z rzeczywistości. Odechciało mi się wyjazdów, chciałam jak najszybciej wrócić skąd przyjechałam. I nagle… zobaczyłam cukiernię. Wstąpiłam i poczułam się o niebo lepiej. Pyszna kawa, pączek znowu postawił mnie na nogi i szczęśliwa mogłam wrócić do nudnego domu.

Marzec 30th, 2010 Dodany przez kasia | Brak komentarzy »

Najlepsza cukierenka

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy istnieje najlepsza cukiernia? A co to w ogóle jest idealna cukiernia, zapytałby się ktoś. No właśnie… Moim zdaniem nie ma ideałów, ale są rzeczy prawie idealne. A więc cukiernia… Pierwsze moje skojarzenie, to malutki budyneczek z wielką, szklaną witryną, która przyciąga wzrok i kusi wszelkimi słodkimi wypiekami. Według mnie najlepsza cukiernia powinna posiadać jakieś określone cechy, które odróżniały by ją od pozostałych cukierni na rynku. Pierwszym celem cukierni, powinno stać się to, aby była to na samym początku najlepsza cukiernia w mieście. Później można starać się o miano najlepszej w województwie, a później kraju. Tytuł najlepszej cukierni, nawet na samym początku małego miasteczka, obliguje do tego, aby była to najlepsza cukiernia pod wszystkimi względami. Jakie cechy powinny ją wyróżniać? Zastanówmy się nad tym. W obecnych czasach liczy się przede wszystkim prezentacja, czyli w tym przypadku, wizerunek cukierni. W jaki sposób klienci ją odbierają wizualnie, jej szyld, ogólny wygląd. Jeśli zadbamy o estetykę zewnętrzną, wtedy będziemy zachęcać klientów do wstąpienia do tak uroczej cukierni. Następnie najlepsza cukiernia powinna mieć odpowiednio zaprojektowaną wystawę, na której będą znajdować się apetycznie wyglądające słodkie pokusy, które w żaden sposób nie zniechęcą potencjalnego klienta do zakupu w tej cukierni. Z całą pewnością warto zadbać, aby produkty wystawowe nie były przesuszone i w żadnym wypadku nie pojawił się nad nimi jakiś latający insekt. Kolejną ważną cechą najlepszej cukierni powinna być miła obsługa. Uśmiechnięta pani czy pan sprawią, że klienci bardzo chętnie będą chcieli coś zakupić po obejrzeniu. Jeśli zobaczymy ponurą twarz i zachowanie mówiące: „bierz coś w końcu i mnie nie męcz”, to na pewno nie zdecydujemy się kupić czegokolwiek u takiej osoby, chociażby miała najlepsze smakołyki w mieście. Taka postawa będzie działała odstraszająco. I ostatnią, a zarazem najważniejszą cechą najlepszej cukierni powinny być najlepsze, najsmaczniejsze wypieki i słodkości w mieście. Jeśli cukiernia będzie to miała, to już połowa sukcesu.

Marzec 28th, 2010 Dodany przez kasia | Brak komentarzy »

Kusząca cukiernia

Odkąd tylko pamiętam, cukiernia stanowiła dość ważny aspekt mojego życia. Oczywiście jak się domyślacie ze względu na zamiłowanie do słodkości. Kiedy chodziłam jeszcze do podstawówki, byłam normalną, szczupłą dziewczyną, nie czującą w jakiś szczególny sposób pociągu do słodyczy. A co się potem stało, by opisać aż słów za mało. Przerażenie do tej pory zaciska mi gardło. Powiem krótko. Spotkałam na swej drodze do nowego liceum pewien budynek z napisem CUKIERNIA. Niby nic, a jednak skutki fatalne. Rano, idąc do mojej kochanej szkoły, spotykałam ten piękny, mały budyneczek. Cukiernia była już otwarta, bo chyba od godziny 6 rano. Piękna wystawa skusiłaby nawet świętego. A co się na niej znajdowało… Nawet jeszcze teraz pamiętam te ciasteczka, pączki z lukrem, pudrem. Cukiernia była po prostu jedną, wielką pokusą. A dodatkowo zapachy, które się z niej wydobywały. Wydawało się, że nawet przez szybę wystawową czuć te niesamowite zapachy. Ale uwierzcie, kiedy się wchodziło do środka, to dopiero było jedno wielkie szaleństwo dla nosa i podniebienia. Ślinka ciekła strasznie. A nos nie wiedział w którą stronę kierować swe nozdrza. Oczywiście w domu nie chciało mi się jeść normalnych, zdrowych śniadań, więc kiedy pojawiała się na horyzoncie cukiernia, mój mały głód stawał się ogromnym głodem. I zdrowy rozsądek przegrywał z wielkim łaknieniem słodkości. Po szkole, w drodze do domu, też ta sama cukiernia. Znowu głodna przed obiadem, rad nie rad, wstępowałam do mojej ulubionej cukierenki. I znowu jakiś pączek, bułka drożdżowa. Mniam… mniam…. I tak równo przez cztery latka mojej szkoły, kusząca cukiernia stała się moją mniamniuśną cukierenką. Przez te cztery lata zdobyłam nie tylko wykształcenie, ale także trzydzieści kilogramów nadwagi. Niby jeden, malutki pączek przed szkołą i po… a skutki, sami wiecie. Teraz jestem już odchudzona, dzięki silnej woli, diecie i ćwiczeniom. I dalej lubię odwiedzać moją cukiernię, żeby raz na jakiś czas skusić się na odrobinę, słodkiego szaleństwa. Bo czym by było życie bez słodkości…

Marzec 27th, 2010 Dodany przez kasia | 1 komentarz »